Kapitanoza

Postrzeganie samego siebie jako najmądrzejszego w zespole bezsprzecznie niesie ze sobą spore ryzyko. Bardziej niebezpieczne może być już tylko wtedy, gdy to otoczenie społeczne postrzega nas jako najlepszego, najbardziej doświadczonego eksperta w danej dziedzinie i ochoczo oraz bezkrytycznie przyjmuje nasz punkt widzenia. Mamy wówczas do czynienia z kapitanozą, zjawiskiem którego nazwa powstała od błędów popełnianych w kokpitach samolotowych przez kapitanów i dodatkowo niekorygowanych przez członków załogi.Jedna z linii lotniczych pokusiła się o przeprowadzenie doświadczenia mającego przybliżyć skalę tego zjawiska. Eksperyment toczył się w symulatorach lotów, a scenariusz przewidujący trudne warunki podnosił ryzyko podatności na konformistyczne zachowania i mechaniczne decyzje wśród załogi. Kapitanowie zostali zobligowani do podjęcia błędnej decyzji, która w normalnych warunkach skończyłaby się katastrofą. Okazało się, że w 25 proc. Przypadków nikt z zespołu nie zwrócił uwagi na ewidentny błąd narażający samolot na rozbicie. Przyjęcie założenia, że szef wie lepiej, nawet wówczas, gdy mamy wyraźnie poczucie, że jest inaczej, może być bardzo zgubne. Jak w przypadku dialogu z czarnej skrzynki samolotu Air Floryda, gdzie drugi pilot trzykrotnie wyraża wątpliwość, jeśli chodzi o słuszność decyzji kapitana, by ostatecznie wykonać jego polecenie. Rozmowa kończy się słowami – drugi pilot: „Larry, spadamy!”, kapitan: „Wiem”. Po nich rozlega się już tylko odgłos katastrofy, w której zginęli wszyscy przebywający na pokładzie – łącznie 78 osób. SPW 131-132.

Ostatnio czuję się przekonany rosnącą liczbą dowodów na to, że współczesna postać i tempo życia nie pozwalają nam na dogłębne przemyślenie wielu decyzji, nawet w sprawach osobiście dla nas ważnych. Niektóre problemy są tak złożone, czas tak nagli, a tyle rzeczy nam przeszkadza, bądź też jesteśmy tak zmęczeni lub emocjonalnie pobudzeni, że nie mamy umysłowych warunków do podejmowania w pełni przemyślanych decyzji. czy zatem sprawa jest ważna, czy też nie, w końcu i tak poprzestaniemy na mechanicznym odtworzeniu jakiejś uproszczonej drogi na skróty. Chyba najbardziej widowiskową i dramatyczną ilustracją tego ostatniego punktu jest zjawisko nazywane przez urzędników linii lotniczych kapitanozą. (…) Podczas startu Ent zaczął nucić w myślach piosenkę, poruszając do taktu głową. Nowy pilot wziął te gesty za wskazówkę, by wciągnąć podwozie. Choć rozwinięta prędkość była zbyt niska, by umożliwić lot, pilot posłusznie pociągnął za dźwignię, wskutek czego samolot natychmiast zarył podwoziem o pas startowy. Skrzydło śmigła przecięło rdzeń kręgowy generała, czyniąc go do końca życia kaleką z niedowładem wszystkich czterech kończyn. Watson w taki sposób opisuje wyjaśnienia złożone przez drugiego pilota: Po spisaniu zeznań drugiego pilota zapytałem go: „Skoro wiedział pan, że prędkość samolotu jest zbyt niska, by mógł polecieć, dlaczego pociągnął pan za dźwignię wciągając podwozie?”. Najwyraźniej był głupi. Powiedział: „Myślałem, że generał sobie życzy”. Głupi? W tych konkretnych warunkach – tak. Ale czyż nie łatwiej to zrozumieć w naszych współczesnych czasach – w labiryncie, w którym tak usilnie poszukujemy dróg na skróty. CWW 24-25.



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.