Dyfuzja (rozproszenie) odpowiedzialności

Dyfuzja odpowiedzialności – osłabienie u każdego członka grupy poczucia obowiązku działania, kiedy postrzega on odpowiedzialność jako podzielaną ze wszystkimi członkami grupy lub uważa się, że wziął ją na siebie przywódca. PKK V 57.     

Jednostka, która postrzega siebie jako część dużej grupy osób mogących interweniować, doświadcza rozproszenia, czyli dyfuzji odpowiedzialności. W efekcie u każdego członka grupy z osobna osłabia się poczucie obowiązku przyjścia z pomocą, a więc osobistego zaangażowania się. PKK V 56-7.

Ważną formą ukrywania się „ja” w grupie jest tak zwane rozproszenie odpowiedzialności. Termin ten stworzył John Darley i Bibb Latané, którzy podjęli próbę wyjaśnienia, co sprawia, że świadkowie przestępstwa czy innej nagłej sytuacji nie przychodzą ofierze z pomocą. BZK 393.

Efekt widza – ustalenie, że istnieje mniejsze prawdopodobieństwo udzielenia przez kogoś pomocy wtedy, gdy obecni są inni świadkowie wydarzenia. MPS 598.

Im więcej ludzi jest obecnych, tym mniejsze prawdopodobieństwo interwencji przypadkowego świadka w krytycznej sytuacji. PKK V 57.

Wspólne podejmowanie decyzji nie wzmacnia odpowiedzialności, ale doprowadza do jej rozproszenia. HWS 122-3.

Przy rozważaniu ludzkich reakcji na niepewność łatwo jednak pominąć pewien subtelny, choć ważny fakt – inni także poszukują dowodów społecznych. Szczególnie w sytuacjach wieloznacznych, niejasnych skłonność każdej jednostki do przyglądania się temu, co czynią inni, prowadzi do fascynującego zjawiska nazywanego niewiedzą wielu (pluralistic ignorance). Dogłębne zrozumienie tego zjawiska pomaga w wyjaśnieniu dość powszechnej w naszym kraju znieczulicy społecznej – sytuacji, gdy całe grupy widzów czy przechodniów nie udzielają pomocy ludziom, którzy znajdują się w potrzebie. Klasycznym i szeroko komentowanym w dziennikarskich, politycznych i naukowych kręgach przypadkiem takiej znieczulicy była historia zabójstwa mieszkanki Nowego Jorku, Catherine Genovese (….) Zabójca gonił ofiarę i dopadał ją trzykrotnie w ciągu 35 minut, pośród jej krzyków i wołania o pomoc, zanim jego nóż w końcu ją uciszył. I co zgoła niewiarygodne, tej sytuacji przyglądało się z zacisza okien swoich mieszkań 38 sąsiadów ofiary. Żaden z nich nie uczynił nawet tyle, by zadzwonić na policję. CWW 147 -148.

Trzydziestu ośmiu świadków zdarzenia nie zareagowało na to wydarzenie właśnie dlatego, że było ich aż tak wielu! Latané i Darley przypuszczali, że szanse udzielenia pomocy przez świadków jakiegoś wypadku maleją wtedy, gdy są oni w towarzystwie innych świadków. Po pierwsze, z powodu rozproszenia odpowiedzialności – jeżeli mogących pomóc osób jest wiele, to zmniejsza się osobista odpowiedzialność każdej z nich za udzielenie tej pomocy. „Może ktoś inny zadzwoni albo już to zrobił”. Kiedy każdy myśli, że pomocy udzieli kto inny, w rezultacie nie udziela jej nikt. Powód drugi ma bardziej intrygujący charakter i wiąże się z zasadą społecznego dowodu słuszności, a także ze zjawiskiem niewiedzy wielu. Sytuacja wymagająca udzielenia komuś pomocy nie zawsze jest taka, na jaką wygląda. Czy ten mężczyzna leżący w alejce doznał ataku serca, czy raczej jest pijany? Czy rwetes za ścianą to napad wymagający wezwania policji, czy raczej odgłosy kłótni małżeńskiej, gdzie interwencja, tym bardziej policyjna, byłaby niewskazana? Co się właściwie dzieje? W obliczu tego rodzaju niejasności naturalne jest poszukiwanie wskazówek w tym, co robią inni. Obserwując zachowanie innych, możemy się zorientować, czy dana sytuacja wymaga od nas jakiejś interwencji, czy też nie. CWW 150-151.

W przypadku morderstwa Kitty Genovese wystąpił przypuszczalnie pewien dodatkowy powód, dla którego świadkowie nie udzielili żadnej pomocy ofierze. W takiej sytuacji, jeśli ludzie zdają sobie sprawę, że są także inni świadkowie zdarzenia, może występować zjawisko zwane dyfuzją odpowiedzialności. Świadkowie morderstwa popełnionego na Kitty Genovese, którzy zauważyli w kilku innych oknach zapalające się światła i twarze osób obserwujących to zdarzenie, mogli nie odczuwać żadnej osobistej odpowiedzialności za podjęcie działania. Ponieważ inni widzieli to samo, każdy świadek mógł dojść do wniosku, że ktoś inny wzywa policję lub że ktoś inny ma obowiązek to uczynić. ACI 57.

W badaniach dotyczących zjawiska facylitacji społecznej starano się ustalić, jak ludzie wykonują różnego typu zadania, gdy mają świadomość, że są obiektem oceny. Często jednak człowiek nie pracuje na własny rachunek, lecz uczestniczy w realizacji tzw. „zadań addytywnych”, w których bardziej od jednostkowego wysiłku liczy się bilans pracy zespołowej. Badania wykazały, że w dążeniu do wspólnego celu ludzie przejawiają na ogół mniejsze zaangażowanie. Potwierdzają to obserwacje z życia codziennego. Rozproszenie odpowiedzialności występujące w zadaniach zespołowych rodzi okazję do „dostania się na szczyt na grupowym wysiłku”. MPS 368-369.

Eksperymenty nad zjawiskiem facylitacji społecznej dowodzą, że grupa wprowadza nas w stan pobudzenia. Eksperymenty nad próżniactwem społecznym zobrazowały, jak grupa może rozpraszać odpowiedzialność. Gdy oba te czynniki, pobudzenie i rozproszenie odpowiedzialności, zadziałają razem, łatwo możemy pozbyć się normalnych hamulców. MPS 369.

Gdy takie dwa czynniki, jak wysoki stan pobudzenia społecznego oraz rozproszenie odpowiedzialności wystąpią jednocześnie, ludzie łatwo pozbywają się normalnych hamulców i tracą poczucie własnej indywidualności. „Deindywiduacja” zdarza się szczególnie często, gdy najpierw na ludzi zadziałają bodźce wprawiające ich w stan podniecenia i niepokoju, a następnie znajdą się oni w dużej grupie lub nałożą przebrania uniemożliwiające ich rozpoznane. Rezultatem deindywiduacji jest zachowanie dyktowane sytuacją, a nie wewnętrznymi standardami. Obniżenie samoświadomości i własnych powściągów sprzyja podatności na oddziaływanie bezpośredniej sytuacji, niezależnie od tego, czy byłoby ono negatywne czy pozytywne. MPS 374.

Grupa może sprzyjać wyzwalaniu reakcji agresywnych, ponieważ zachodzi w niej zjawisko rozproszenia odpowiedzialności. W czasie wojny decyzje o ataku na pozycje wroga zapadają z dala od linii frontu. Strategów od prawdziwego okrucieństwa wojennego oddziela bezpieczna bariera: oni wydają rozkazy, lecz kto inny je wykonuje. MPS 523.

Agresja często rodzi się w grupie. Zarówno w przypadku jednostki, jak i grupy okoliczności prowokujące agresję mogą być te same. Jednak na skutek zachodzących w grupie zjawisk polaryzacji i rozproszenia odpowiedzialności agresja w grupie wybucha z większą mocą. MPS 525.

Kilka czynników hamuje lub zachęca do altruizmu. W miarę zwiększania się liczby świadków nagłego wypadku poszczególni z nich: (1) rzadziej dostrzegają zdarzenie, (2) rzadko definiują je jako nagły wypadek, (3) rzadziej przyjmują odpowiedzialność za podjęcie interwencji. MPS 613-614.

Brak interwencji zwykle wiąże się z psychologicznymi  kosztami, takimi jak poczucie winy, wstyd, obniżenie poczucia własnej wartości. Obecność innych ludzi – a zwłaszcza większej ich liczby – pozwala zredukować te negatywne konsekwencje. Myślimy wtedy, że to oni mogli zareagować, co oczywiście zwalnia nas z obowiązku osobistego zaangażowania. Ten ostatni mechanizm nazwano dyfuzją (rozproszeniem) odpowiedzialności. JPP 61.

Inspiracją do sformułowania koncepcji rozproszenia odpowiedzialności była tragiczna sytuacja, w której obcy ludzie nie udzielili pomocy napadniętej kobiecie. Można przypuszczać, że obserwatorzy nie znali się nawzajem. Badacze zadali więc sobie pytanie, w jakim stopniu to, że obserwatorzy się znają, może determinować reakcje pomocową. Okazuje się, że znajomość sprzyja niesieniu pomocy. Wygląda na to, że w obecności osób nam znanych jesteśmy w większym stopniu gotowi wziąć osobistą odpowiedzialność za własne czyny lub zaniechania. Prawdopodobnie chcemy lepiej wypaść przed znajomymi. JPP 63.

Poszukiwanie bezpieczeństwa poprzez zgubienie się w tłumie jest pomysłem całkowicie błędnym z punktu widzenia ofiary. Może być dokładnie na odwrót – potrzebując pomocy, łatwiej ją uzyskamy od pojedynczego niż od większej ich liczby. CWW 151.

Student dostający ataku padaczki w 85% przypadków otrzymywał pomoc od samotnego obserwatora, natomiast tylko w 31% przypadków pomoc nadchodziła, gdy obserwatorów było aż pięciu. Zważywszy, że w pierwszym rodzaju warunków pomocy udzielono prawie zawsze, trudno utrzymywać, że jesteśmy społeczeństwem ogarniętym znieczulicą. To obecność  innych okazała się oczywistym czynnikiem sprowadzającym udzielanie pomocy do zawstydzająco małych rozmiarów. CWW 152.

Bibliografia: wykaz skrótów



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *